piątek, 17 czerwca 2016

Od Qwerty C.D.

-Bardzo się cieszę, że oni nie byli naszą prawdziwą rodziną-powiedział Nick.
-Potwierdzam, tam byliśmy w beznadziejnej sytuacji-odpowiedziałam.
-Wiesz co? Zapomnijmy o tym i żyjmy dalej-powiedziałam kończąc tym samym z przeszłością patrząc w przyszłość.

niedziela, 12 czerwca 2016

Anna

Anna
Imię: Anna
Wiek: 
Płeć: Wadera
Charakter: - w budowie - 
Umiejętności: Anna dobrze walczy, jest szybka i zwinna. Potrafi też nieźle skakać i pływać. 
Moce:  Anna posiada kilka ciekawych zdolności magicznych. Jedną z nich jest możliwość zmiany wyglądu w dowolnej chwili. Potrafi czytać w cudzych myślach i pragnieniach. Włada również nad żywiołami. Ciekawą mocą jest umiejętność leczenia jednak w dość specyficzny sposób, poprzez dotyk jednak nie tylko łapami lecz całym ciałem.  
Stanowisko: Wojownik, Nauczycielka walki 
Rasa: Wilkołak Królewski 
Rodzina: 

  • Ojciec: Johan
  • Matka: Joanna
  • Bracia: Anthony, Dacjen
  • Siostry: Gracja, Lukrecja


Zakochana w: Można powiedzieć że czuje coś do Amona 
Partner: brak
Ex: brak 
Potomstwo: brak 
Ciekawostki:  - w budowie - 
Historia:   - w budowie - 
Autor: Bukefallos 

Od Amona Cd Qwerty

- Cześć Nick.- Powiedziałem podchodząc do syna i córki.
- Nick to jest właśnie nasz ojciec.- Powiedziała Qwerty.
- Qwerty mówiła że jesteś królem wilkołaków. To prawa?- Zapytał.
- Tak.
- Jak to było z naszym porwaniem?- Zapytał. Usiadłem na kamieniu i opowiedziałem mu wszystko tak jak wcześniej jego siostrze.
<Qwerty?>

sobota, 11 czerwca 2016

Od Qwerty C.D.

Najedliśmy się pożądnie i po jakimś czasie usnęliśmy. Obudziłam się o zachodzie słońca, ojca już nie było. Usiadłam patrząc na zachodzące słońce. Gdy zaszło mioim oczom ukazały się miliardy gwiazd. Zacny widok prawda? Po jakiejś godzinie ruszyłam przed siebię.
-Pozwiedza się trochę-pomyślałam.
Chodząc tak rozmyślałam o kilku ważnych sprawach, które ostatnio się wydarzyły. I wtedy stanęłam.
-Nick!-pomyślałam.
-Co zrobić iść po niego? Może ma tam dobrze? Ehh... Co zrobić?-kłuciłam się sama ze sobą w myślach.
-Chociaż... odwiedzić zawsze można-natychmiast teleportowałam się w tamte strony. Byłam kilkaset metrów od watahy. Rozglądałam się za bratem.
-Gdzie ty jesteś?-szepnęłam sama do siebie.
Po chwili usłyszałam krzyk zakradłam się wtamto miejsce i zobaczyłam brata walczącego z brązowym wilkołakiem.
-Ona będzie moja-krzyczał brązowy.
-On nie jest rzeczą, żebyś mógł o niej tak mówić!-krzyczał Nick.
-A mogę ja coś powiedzieć?! Czy nie dostąpie tego zaszczytu Drake?!-zapytała zirytowana biała wadera.
-Nie!-krzyknął owy Drake i odepchnął ją tak, że upadła.
-Ał..-szepnęła wadera.
-Hej!-podszedł do niego Nick i zadrapał w przedramię.
Wilkołak spojrzał na niego mordując go wzrokiem.
-Chcesz walczyć tak?! Naprawdę chcesz się postawić synowi alph?-jego wściekłośćprzeszła w "niby" rozbawienie.
-Jeśli dzięki temu zostawisz Marę to DAWAJ!-powiedział Nick, ostatnie słowo podkreślił bardzo mocno.
Biały rzucił się na mojego brata i zaczęła się walka. Na początku Drake wygrywał, jednak nie na długo. Po chwili Nick rzucił się na niego i ugryzł w bark. Wilkołak syczał z bólu i po kilku innych atakach leżał nieprzytomny.
-No nieźle braciszku-postanowiłam się w końcu pokazać.
-Qwerty? Ty tutaj?-zdziwił się, a później uśmichnął Nick.
Uściskaliśmy się.
-Eh-ehm-chrząknęła Mara.
-Przepraszam nic ci nie jest?-podszedł do niej Nick.
-Nie wszystko w porządku-wydawała się urażona czymś.
-Ok, dlaczego jesteś zdenerwowana?-zapytał, ona milczała, jakby zawiedziona.
Postanowiłam zajrzać do jej myśli i już wiedziałam o co chodzi. Uśmiechnęłam się.
-Co?-zdziwili się oboje.
-Czytam w myślach kochana-po tych słowach wadera zmieszała się.
-Ktoś mi powie o co chodzi?-zapytał już lekko poirytowany Nick.
-Nie ważne. To ja się może przedstawie Qwerty jestem siostrą Nick'a-wadera zaczerwieniła się nie mało.
-Ok, mniejsza o to. Mamy poważniejszy problem-przerwała Mara.
-O co chodzi?-zapytał zbliżając się do niej Nick.
-Bo wiesz... Apha nie będzie zadowolony widząc to-wskazała na leżącego Drake'a.
-Może cię za to wyrzucić z watahy lub gorzej-popatrzyła mu w jego zielone oczy.
-Masz rację muszę się z tąd wynosić-powiedział smutno Nick.
-Ja mniejwięcej w tej sprawie-przerwałam im rozmowę.
-Hmm?
-No dołączyłam do watahy, gdzie alphą jest nasz ojciec-powiedziałam.
-Dlaczego? Po tym wszystkim?!
-To długa historia...-opowiedziałam mu o tym co ostatnio zaszło.
-Czyli, nasz ojciec jest królem wilkołaków?-trochę się zmieszał.
-Tak, ale mniejsza o to coś słyszę musimy się zbierać-powiedziała nasłuchując.
-Dobrze...-powiedział patrząc na białą.
-To żegnaj-powiedziała smutnie patrząc na ziemię.
-Nie. Do zobaczenia-poprawił ją i pocałował.
Otwarłam szeżej oczy.
-No nieźle braciszku-pomyślałam.
-Do zobaczenia-pożegnałam się również z Marą i chwytając brata za ramię teleportowałam nas do watahy.
-Jesteśmy-powiedziałam pokazując przed siebię. Nick natomiast najwyraźniej rozmażony o Marze patrzył w gwiazdy.
-Ktoś się poważnie rozhorował-zaśmiałam się.
-C-co?-wyrwał się z zamyślenia.
-No rozchorowałeś się na poważną horobę-Nick patrzył na mnie z niedowierzeniem.
-Na horobę, która dotyka większość stworzeń. Na miłość-mrugnęłam do niego i ruszyłam przed siebię.
-To tylko-zaczął mi się tłumaczyć jak typowy nastolatek, którym w końcu jest.
-To rano pogadasz z ojcem on wszystko ci wyjaśni powiedziałam kładąc się pod drzewem, Nick zrobił to samo.
Rano...
Jak sięokazało usnęliśmy na te pare godzin i z rana obudził nas ojciec.
Amon?
<a to się dzieje jak jest wena xD>

czwartek, 9 czerwca 2016

Od Amona Cd Qwerty

- Będziemy musieli go sprowadzić do nas ale na razie nie. Najpierw muszę uciszyć wrogów i zabezpieczyć wilki przed ludźmi abyście byli bezpieczni.- Powiedziałem i zacząłem węszyć.
- Zaraz będziemy mieli obiad.- Powiedziałem i zacząłem tropić. Po chwili naszym oczom ukazał się wielki jeleń. Rzuciliśmy się na niego i po chwili zajadaliśmy się mięsem.
<Qwerty?>

Od Qwerty C.D.

-Aha-powiedziałam myśląc o rozmowie z matką.
-A co z Nick'em?
Amon
<weny brak>

Od Amona Cd Qwerty

- Widziałaś ją.- Stwierdziłem. Qwerty kiwnęła głową.
- Pewnie jesteś głodna. Chodź coś upolujemy.- Powiedziałem.
- Jak poznałeś mamę?- Zapytała po kilku minutach Qwerty.
- Jej matka przybyła do nas podczas śnieżycy. Była w ciąży więc nie pozwoliłem jej iść dalej. Kilka tygodni potem narodziła się twoja matka. Z początku byliśmy tylko przyjaciółmi. Jednak pewnego dnia szaman naznaczył ją na Wybraną. Podczas Święta Stwórcy zostałaś poczęta ty. Kilka dni potem ogłosiliśmy nasze zaręczyny a kilka tygodni później wzięliśmy ślub. A potem urodziłaś się ty.
<Qwerty?>

środa, 8 czerwca 2016

Od Qwerty C.D.

Popatrzyłam na podobiznę matki i od razu poczułam coś dziwnego.
Wszystko wokoło zrobiło się czarne, słyszałam jedynie powiew wiatru. Po kilku chwilach przede mną pojawiła się łąka pełna białych, czerwonych oraz szarych róż. Biegłam przed siebie i obserwowałam lecące tuż nade mną ptaki. Biegłam za nimi, lecz przed nie wyleciał sokół, coś kazało mi biec za nim, tak też zrobiłam. Po chwili ptak mocno przyśpieszył. Starałam się teleportować aby go dogonić jednak, nie mogłam użyć mocy, ŻADNEJ mocy. Zastanawiałam się co jest grane. Po chwili stanęłam i obserwowałam odlatującego ptaka i w tym momencie zobaczyłam spadającą gwiazdę lecącą w moim kierunku, jednak coś mnie wręcz do niej ciągnęło podeszłam bliżej i zobaczyłam... mamę!?
-Witaj kochanie-powiedziała z tą miłością i radością w głosie.
Chciałam jej odpowiedzieć, ale nie mogłam.
-Nie możesz mówić, ponieważ jesteś teraz w szarej strefie, jednak mogę zrozumieć cię poprzez twoje myśli-powiedziała.
-Jak to?-pomyślałam.
-Jest to miejsce, które pozwala spotkać się żywemu i temu, który przeszedł w lepsze miejsce-uśmiechnęła się.
Nie wiedziałam co na to "odpowiedzieć" po prostu poczułam radość i smutek po czym zasłoniłam oczy chowając łzę.
-Nie tłum w sobie uczuć, pamiętaj już nie jesteś sama-pocałowała mnie w czoło-nigdy nie będziesz-uściskała mnie.
-Kocham cię-powiedziałam na głos.
-Ja ciebie też-potwierdziła.
Puściła mnie i zaczęła odchodzić.
-Powiedz ojcu i bratu, że kocham ich i cały czas nad wami czuwam.
-Dobrze-uśmiechnęłam się.
Po chwili obudziłam się widząc wpatrzonego we mnie ojca. Uśmiechnęłam się.
Amon?

Od Amona CD Qwerty

Odsłoniłem tabliczkę na której widniała podobizna matki Qwerty i Nick'a.
- To ona.- Powiedziałem i wskazałem na obraz.

<Qwerty?>

Od Qwerty C.D.

-T-tak-zadrżał mi lekko głos.
-Chodź za mną-powiedział spoglądając w moim kierunku po czym ruszyliśmy w nieznanym mi kierunku.
-To tutaj-powiedział widocznie zasmucony ukazując mi grób matki. Był tu potężny marmurowy głaz, na jego przeciwległym końcu były wyryte pewne słowa, których z tej odległości nie mogłam przeczytać. Na około rosło pełno kwiatów, a powyżej wierzba płacząca. Na samym środku marmurowej "płyty" w naczyniu stała samotna biała róża otoczona żywym czerwono-białym płomieniem.
Na widok tego poczułam jedno..smutek... Pojedyncza łza spłynęła mi spod zamykających się powiek wzdłuż policzka. Szybkim ruchem starłam ją i przyjęłam ponownie moją spokojną minę.
Amon?

Od Amona Cd Qwerty

- Tak. Zanim zmarła z tęsknoty za wami kazała mi przysiąc że was odnajdę. Chyba udało mi się tej obietnicy dotrzymać.- Powiedziałem i spojrzałem na córkę.
- Chciałabyś zobaczyć jej grób?
<Qwerty?>

Od Qwerty C.D.

-Oo, nie! Tę waderę, nigdy w życiu nie nazwałabym matką-oznajmiłam szybko.
-Czyli mówisz, że źle was traktowali?-zdenerwował się lekko.
-Nie, w tym rzecz, że wcale się nami nie zajmowali-odpowiedziałam patrząc w ziemię.
-A, co z mamą? Czy, ona nie żyje?
Amon?

Od Amona Cd Qwerty

- To dobrze.- Powiedziałem spoglądając na córkę.
- A co z matką? Przecież ktoś nas musiał urodzić, prawda?
- Tak. Wasza matka po twoim porwaniu załamała się. Po porwaniu Nick'a straciła chęć do życia. Po pewnym czasie nic już się nie dało zrobić. Odeszła. Poddała się. Nie chciała żyć wiedzą że gdzieś tam w dalekim świecie żyją jej dzieci i jakąś obcą waderę nazywają matką.
<Qwerty?>

poniedziałek, 6 czerwca 2016

Od Qwerty C.D.

-I trzymali nas tak długo?-pojawiło się znowu to uczucie wściekłości, jednak postanowiłam nie dać tego po sobie poznać.
-To dobrze, że to już koniec  i, że oboje jesteśmy wolni.
-Dobrze, a gdzie twój brat?
-Zostawiłam go w watasze niedaleko, wolałam,żeby chociaż chwilowo tam został. Dołączył nawet do wojowników.
 Amon?

Od Amona Cd Qwerty

- Na to wygląda.- Powiedziałem mimo że nie mogłem wykrztusić słowa.
- Ale po co? Po co nas porwali? Przecież się nami nie zajmowali. Mieli nas gdzieś.
- Prawdopodobnie dla okupu. Nie byli mi wierni. Jestem królem wilkołaków więc okup to niezwykle prawdopodobna wersja.
<Qwerty?>

Od Qwerty C.D.

-Brzmi to dość dziwnie-powiedziałam po namyśle.
-Dlaczego?
-Mam o pół roku młodszego brata.
-Naprawdę?
-Owszem. Coś mi mówi, że to co podejrzewasz może być prawdą-powiedziałam analizując wszystkie części układanki.
-Czyli jesteś naszym ojcem?-zapytałam wprost znając odpowiedź, jednak nie mogłam uwierzyć,że tyle czasu spędziliśmy z Nickiem u obcych. Po co oni nas porywali? Przecież nikt na nas nawet nie zwracał uwagi? Tyle myśli, zero odpowiedzi.
Amon?

Od Amona Cd Qwerty

- Amon a tak właściwie to Bastard Amon Vladymir Zeus Romulus Tycjusz. Ale mów jak chcesz. Nie zależy mi na tym.- Powiedziałem.
- Bastard?
- Moja matka uważała mnie za bękarta. Nie kochała ojca. Zostałem poczęty w czasie Święta Stwórcy.- Powiedziałem  i przyjrzałem się bliżej waderze.
- Przypominasz mi kogoś.- Powiedziałem po chwili.
- Kogo?
- Moją zaginioną córkę. Została porwana przez wilka, który miał już 6 dorosłych szczeniaków. Potem porwał jeszcze mojego o pół roku młodszego syna.
<Qwerty?>

Od Qwerty C.D.

-Witaj-powiedziałam jak zwykle w moim stylu.
-Szukam miejsca dla siebię-dodałam.
-Może chcesz dołączyć do watahy i zostać tutaj?-zapytał czarny wilkołak.
-Czemu nie, tak przy okazji jestem Qwerty.
Amon?

Od Amona

Przechadzałem się po naszych terenach. Nagle złapałem trop. Był mi nieznany a zarazem znany. Poszedłem w kierunku z którego dochodził zapach. Po kilkunastu metrach zobaczyłem ciemnoszarą  waderę. Podszedłem do niej po cichu.
- Witaj. Co tu robisz?
<Qwerty?>

Qwerty

Imię: Qwerty
Wiek: 2 lata
Płeć: Wadera
Charakter: Przez te dwa lata zaznała tylko czterech emocji wściekłość i smutek, ale też radość i miłość. Podczas całego życia nigdy nikt się nią nie przejmował co spowodowało u niej, że w większości nie potrafi pokazywać emocji, a nawet ich odczuwać. Bywa, że są dni w które bez widocznego powodu mogłaby zaatakować. Ma w zwyczaju spędzać czas samotnie lub w towarzystwie bliskiego przyjaciela. Bywa tajemnicza często znika i wraca po kilku dniach.
Umiejętności: Potrafi bardzo szybko biegać, dobrze się wspinać oraz posługiwać bronią.
Moce: Zamiana w człowieka i kilka nielicznych zwierząt. Teleportacja i porozumiewanie się telepatyczne oraz czytanie w myślach. Potrafi używać mocy niektórych żywiołów, a także stać się niewidzialna. Posiada także pewną ukrytą moc.
Stanowisko: Morderca
Rasa: Wilkołak Królewski ( Nie wie o tym)
Rodzina: Jest coś takiego? No nie wiem, jeśli rodzina oznacza 9 wilkołaków mających cię całkowicie gdzieś? To tak.
Zakochana w: Miłość? Podziękuje.
Partner: Nie.
Ex: Nie.
Potomstwo: Nie.
Ciekawostki: Jej przeszłość spowodowała to, że nie potrafi w pełni przeżywać emocji i trudno do niej dotrzeć.
Historia:  Nic ciekawego. Urodziłam się w pewnej dolinie (oszczędźmy szczegółów) i jak się okazało nie byłam pierwszym dzieckiem w tej rodzinie. Byłam siódmym! Rodzice mieli już po 23 lata, a rodzeństwo? Eh szkoda gadać dorośli i w większości już byłam ciotką. Wszystko wydawałoby się fajne, jednak nie było. Tuż po osiągnięciu wieku 2 miesięcy zostałam pozostawiona sama sobie. Cała dosłownie "wielka" rodzina spędzała czas ze swoimi rodzinami. Bracia i siostry spędzali czas z partnerami i dziećmi, a rodzice? Ciągle zostawiali mnie samą. Czułam się jakby tylko czekali aż zniknę. Nawet to sprawdziłam. Pewnego razu postanowiłam wyślizgnąć się z rana i schować w pobliskim lesie. Nie było to zbyt trudne nawet nie spałam z nimi w jaskini. W każdym razie... Wspięłam się na drzewo i ukryłam wśród liści obserwując "rodzinę". Mijały minuty, godziny, a nawet dni! Dwa dni mnie nie było i nawet nie zauważyli, że mnie nie ma! W tym momencie zmienił się mój pogląd na świat. Postanowiłam wrócić do "wioski". Szłam z kamienną miną, całkowicie pozbawioną emocji. W sumie, nie czułam niczego radości, smutku, szczęścia, strachu niczego... Minął rok, miałam już ponad rok, i w sumie to tyle nic się nie zmieniło. Wszyscy w dalszym ciągu mieli mnie gdzieś i w sumie ja też. Z wyjątkiem, że ja nie miałam gdzieś tylko ich, ja miała wszystko w poważaniu. Potrafiłam siedzieć na drzewie całymi dniami i nawet nie zjeść kęsa. To wszystko odbiło się na mnie w sposób oczywisty. Nie potrafiłam czuć emocji, ani bólu, a także głodu. Przeżyłam tu 1,5 roku i nic nadzwyczajnego się nie działo nie licząc kolejnego brata który w pewien sposób jakby próbował się do mnie zbliżyć jednak nie widziałam tego wówczas. Jednak nastąpił jeden dzień, który dobrze pamiętam. Był słoneczny dzień można by powiedzieć piękny, jednak tylko z wyglądu. Było późne południe życie toczyło się swoim kręgiem, jednak usłyszałam coś dziwnego i postanowiłam to sprawdzić. Teleportowałam się na najwyższy punkt znajdujący się w pobliżu, zobaczyłam około 13 uzbrojonych wilkołaków. Mimo, iż nigdy nie widziałam przedmiotów, które mieli przy sobie mój wzrok przyciągnęło czerwone ostrze znajdujące się przy pasie przywódcy. Mimo, iż miałam żal do moich tzw. bliskich, że nigdy nikt się mną nie przejmował i tak postanowiłam ich ostrzec. Teleportowałam się przed miejsce spotkań i stanęłam za rodzicami. Chrząknęłam chcąc zwrócić na siebie uwagę osób do których nie mogłam powiedzieć mamo,tato. Ojciec spojrzał na mnie z obojętnością.-Tak, yh...-powaga? Nie znasz mojego imienia?!-Blisko znajduje się około 13 wilkołaków uzbrojonych po sam ogon, którzy chcą zaatakować Tą rodziną-powiedziałam obojętnym głosem. Wszyscy unieśli uszy na tę wieść i zaczęła się dyskusja, na tematy typu: "Co my teraz zrobimy?!", "Trzeba się przygotować!", "Musimy  walczyć!", ja jedyna stałam nie mówiąc nic i po chwili zwróciłam się w stronę lasu, gdzie miałam zamiar iść.-A, ty gdzie?-powiedział mój młodszy o pół roku brat stając przede mną.-Nie twój interes-powiedziałam bez namiętnie i wyminęłam go.-Trzeba chronić rodzinę!-krzyczał dalej.Odwróciłam się w jego kierunku i rzuciłam w jego kierunku wzrok w stylu "żartujesz co nie?"-Nie mam rodziny.Basior spojrzał na mnie po czym zamknął na kilka sekund oczy.-Przepraszam za wszystko i wszystkich-powiedział dotykając mojego ramienia i zawrócił idąc w kierunku szykujących się wilkołaków.-Za co przeprosił?-pomyślałam-Czy to możliwe, że...Nie, nie możliwe-pierwszy raz od ponad roku poczułam coś dziwnego, jakby ktoś w końcu darzył mnie jakimkolwiek uczuciem. Postanowiłam się przyglądać temu co wydarzy się za kilka chwil. Zajęłam swoje miejsce na drzewie i po pewnym czasie do wioski wtargnęła gromada wojowniczo nastawionych wilkołaków. Rozpoczęła się walka. Przeciwnicy byli mocni, jednak "nasi" dawali rady,aż do czasu kiedy w ruch poszły bronie. Zginęło około 5 naszych krewniaków. Nie robiło to dla mnie zbytniej różnicy. Nic nie obchodziła mnie ta cała walka aż do pewnej chwili.-Ataaaak!-usłyszałam młodszy głos i po chwili ujrzałam Nick'a biegnącego wprost na dowódce napastników.Minęło kilka sekund i zobaczyłam jak ów biały basior rozcina brzuch mojego jedynego krewnego, który mnie zauważał i starał się zbliżyć. W pewnej chwili oczy rozbłysnęły mi z lekka soją naturalną granatową barwą i poczułam pewną emocję wściekłość! Natychmiast rzuciłam się na białego i po dłuższej walce odebrałam mu broń (oszczędzę szczegółów walki). Stanęłam nad nim z ostrzem w "ręce" i bezsłownie wbiłam mu ostrze w klatę. Pozostali wojownicy spojrzeli na mnie z przerażeniem po czym poddali się i uciekli. Nawet się im nie dziwię. Wyglądałam jak morderca, który już nie pierwszy raz to robi i nie zawaha się zrobić tego po raz kolejny. Odeszłam od niego i podeszłam do brata.-Żyjesz?-zapytałam z szczyptą nieznanego mi smutku.-Tak, Qwe..-zaczął.-Nie, to nie twoja wina, przepraszam, że nie zauważyłam tego iż jako jedyny chciałeś mnie poznać. Przytuliłam go i na mojej "twarzy" pojawiło się coś na wzór uśmiechu. Nick był już bardzo słaby, jednak nie mogłam mu pozwolić umrzeć. Skupiłam swoją ukrywaną przez długi czas moc i uzdrowiłam go. Uśmiechnął się do mnie, a ja do niego.-Kocham cię siostro-powiedział, a ja odwzajemniłam to po czym usnął. Po tych wydarzeniach postanowiłam wraz z bratem odejść z tego miejsca. Spędziliśmy pół roku na wędrówkach, jednak w końcu znalazłam odpowiednie miejsce...dla brata. Zostawiłam go z dobrymi wilkołakami i nawet postanowił wstąpić tam do wojowników. Tutaj powinno być smutne i wzruszające pożegnanie rodzeństwa... ale go nie będzie, ponieważ na szczęście posiadałam moc zwaną teleportacją i obiecałam go odwiedzać, a sama poszłam w dalszą drogę i znalazłam to miejsce, gdzie też zostałam.
Autor: sponspo

Bastard Amon Vladymir Zeus Romulus Tycjusz

 
Imię: Z imieniem tegoż wilkołaka jest niezwykle skomplikowana historia. Możliwe że ją kiedyś komuś opowie jednak jak na razie wyjawmy samo imię brzmi ono Bastard Amon Vladymir Zeus Romulus Tycjusz jednak tak naprawdę każdy nazywa go jak chce więc ma wiele różnych imion. 
Wiek: Ten wilkołak ma już na swoim kącie około 500 lat. 
Płeć: Basior
Charakter:  Amon jest dość dziwnym typem. Niby nie lubi  zbyt dużego nagromadzenia rzeczy w jednym miejscu a jednak czasem wpada w dziwny szał kolekcjonerski. Ma niestety takie "ataki" i przez to w jego zamku już kilkanaście sal zostało zagraconych. Jest jednak zazwyczaj miły i towarzyski. Jednak czasem są takie dni kiedy nie ma ochoty w ogóle wychodzić z komnaty. Nie jest typem podrywacza. Przede wszystkim nie zakochuje się w pierwszej lepszej. Jego serce trzeba zdobyć, imponując mu. Nie jest to łatwe ale możliwe. Ceni sobie spokój i porządek. Bywa marudny. Nie lubi gdy ktoś odnosi się do niego bez szacunku jako że sam ma szacunek dla wszystkich innych.  Raczej nie lubi dzielić się z innymi swoją przeszłością. Zdarza się że jak każdy ma zły dzień i wtedy albo gdzieś znika albo po prostu nie wstaje z łóżka i wtedy jedynie Joanna - duch jego dawnej podopiecznej i żony potrafi go wyciągnąć z tego stanu. Zawsze jest szczery do bólu. Czasem zdarzy się że nie powie całej prawdy ale to tylko i wyłącznie w uzasadnionych przypadkach. Jego uczucia są stałe i niepodważalne. Nie lubi prowadzić długich bezsensownych rozmów. Jest niezwykle stanowczy i poważny. Czasem może się zdarzyć że wpadnie w szał. Jest to niestety wada tego zazwyczaj spokojnego wilka. Niegdyś, kiedy był młody i szalony robił różne głupie rzeczy jednak te czasy minęły już dawno i z całą pewnością nie wrócą. Z reguły to spokojny, precyzyjny i stanowczy basior. Bardzo trudno go zadowolić. Jest wymagający. Nie lubi zmieniać starych przyzwyczajeń. Kiedy ktoś próbuje go namówić do zmiany jakiegoś z milionów przyzwyczajeń zawsze odpowiada: " Starych drzew się nie przesadza". Zazwyczaj jest w dobrym humorze i wręcz emanuje pozytywną energią. 
Umiejętności: Amon przez 500 lat swojego życia nauczył się wielu rzeczy. Świetnie strzela i posługuje się bronią białą. Jest dużo szybszy i silniejszy od większości wilkołaków. Potrafi niezwykle wysoko skakać.
Moce: Amon jest jednym z niewielu wilkołaków który potrafi czytać w myślach i pragnieniach innych. Potrafi również kontrolować czas i zmieniać go podług własnego upodobania jednak jak to się mówi "Co się odwlecze to nie uciecze" nie jest to zmiana na stałe. Potrafi przybrać formę każdego stworzenia oraz zmieniać swój wygląd jako człowiek. Do jego mocy należy też władanie żywiołami.

Stanowisko: Samiec alpha, Dowódca Wojsk 
Rasa: Wilkołak Królewski 
Rodzina: Rodzina gigantyczna i w większości nieznana. Przedstawi więc trzy najbliższe mu osoby. 


  • Ojciec: Mauritius - Amon jest do niego niezwykle przywiązany. Bardzo go ceni. 
  • Matka: Justa - Nie otrzymuje z nią kontaktu podobne jak jego rodzeństwo z miotu. Miała go gdzieś. 
  • Macocha: Lidia - Dla Amona była matką. Tak naprawdę to ona wychowywała szczenięta. Po specjalnym rytuale stała się jego biologiczną matką. 

Zakochany w: Nie ma jeszcze takiego kogoś 
Partnerka: Brak
Ex: Dużo 
Potomstwo: Trochę się tego uzbierało 
Ciekawostki: Jego gwiazda jest niemal nie widoczna. 
Historia:  -w budowie-
Autor: paulinagrzelak01